Relacja z marcowych warsztatów na Lofotach.

8.03.2020

O 10tej rano spotykamy się na lotnisku w Gdańsku. Załatwiamy formalności i nadajemy bagaże. Odprawa i kontrola bezpieczeństwa idzie bardzo sprawnie. Odlot punktualnie o 12:45. Lot przebiega bez większych przygód i niecałe 2 i pół godziny później lądujemy na dalekiej północy, kilkaset kilometrów za kołem polarnym. Odbieramy samochód z wypożyczalni. Jedziemy na małe zakupy i obiad w lokalnej pizzerii, czekając na prom na Lofoty.

Prom odpływa punktualnie o 21szej. 3 godziny później dopływamy do Moskenes i jedziemy 5 minut do wynajętego domu w Reine.

9.03.2020

Rano spore zachmurzenie, ale radar pokazuje że koło 10tej ma się przejaśniać. Jemy na spokojnie śniadanie. Jedziemy do sklepu na większe zakupy i dalej na pierwszy plener. Zaczynamy od najbardziej kultowego miejsca na Lofotach, czyli Hamnøy. Zaczynamy od klasycznych kadrów z mostu, a później schodzimy pod most fotografować Rorburer, czerwone domki, z trochę innej perspektywy. Zaczyna się okienko pogodowe od czasu do czasu chmury otwierają się oświetlając punktowo krajobraz ciepłym światłem.

Chwilę później idziemy na kamienistą plaże po drugiej stronie ulicy. Tam od strony morza niebo otwiera się i niesamowite światło zaczyna padać na schowane pod chmurami strzeliste góry.

Kolejnym punktem jest Sakisrøy, wyspa ze znajdującymi się na niej żółtymi domkami posadowione nad niesamowitą seledynową wodą.

Wracamy do domu zjeść obiad i po krótkim odpoczynku jedziemy na plażę Vikten. Tam fotografujemy przez ok. godzinę i wracamy do Reine.

10.03.2020

Dzisiaj prognoza o wiele lepsza. Sam poranek mocno zachmurzony ale zgodnie z prognozą od 9tej chmury się rozstępują przepuszczając mocne promienie słońca. Zaczynamy od fotografowania zatoki z punktu widokowego w Reine. Słońce oświetla dalszy plan pozostawiając Reine w cieniu. Kolejnym punktem są mosty do Fredvang.

Korzystając z okienka pogodowego decydujemy się na trekking na plażę Kvalvika. Zakładamy raczki i wspinamy się pod górę. Przełęcz ma ok 170m. Na szczyt docieramy po ok 40 minutach. Przed nami rozpościera się niesamowity widok. Plaża w górach. Złoty piasek, turkusowa woda i siedmiusetmetrowe skały wystające z morza.

11.03.2020

Dzisiaj planowana dłuższa wycieczka. Najpierw przerwa na kawę i ciasteczko w lokalnej kawiarence i zakupy w Leknes. Kierujemy się w kierunku uroczego kościółka w Gimsøy. Kościółek stoi samotnie na plaży w otoczeniu starego cmentarza. Niebo zaciągnięte mocno jednolitą warstwą chmur. Na koniec dnia odwiedzamy miasteczko Henningsvær z jego bardzo charakterystycznym znanym ze zdjęć boiskiem piłkarskim wciśniętym w małą wysepkę z podgrzewaną murawą, która nawet w zimie lśni zielenią.

12.03.2020

Poranek wita nas śnieżycą. Postanawiamy przeczekać w domu. Według radaru przejaśnienie ma być dopiero przed zachodem słońca. Ruszamy około 14stej. Pierwszym punktem jest charakterystyczna chatka na plaży którą fotografujemy przez dłuższy czas. Na zachodzie zaczyna się przejaśniać. Ruszamy więc szybko dalej. W planach dwie plaże na sam zachód plaża Haukland, a po zachodzie Uttakleiv. Na plażę Haukland docieramy dokładnie na czas. Słońce właśnie wychodzi spod górnej warstwy chmur i oświetla nas złotym światłem. Tutaj w ekspresowym tempie szukamy ciekawych kadrów, bo mamy tylko 20-30 minut zanim schowa się za dolną warstwą chmur. Na zmierzch pokonując krótki tunel lądujemy na plaży Uttakleiv.

Po kolacji sprawdzamy prognozę zorzy polarnej. Dzisiaj ma być. Niestety niebo zasnute chmurami. Spoglądamy na radar i jest cień szansy że po drugiej stronie wyspy będzie szansa na chwilowe dziury w grubej warstwie chmur. Decyduję się na polowanie. Zorza pojawia się co jakiś czas i udaje się ją złapać w jednym kadrze.

13.03.2020

Piątek. Dzisiaj w planach wioska rybacka Nusfjord. Radar pokazuje, że dokładnie o 14:10 ma być 40sto minutowe okienko pogodowe. Docieramy o czasie. Ciemne chmury rozstępują się i zaczyna się przebijać słońce. Po około godzinie ruszamy z powrotem. Po drodze zatrzymujemy się przy plaży Flakstad gdzie zaskakuje nas najbardziej niesamowite światło. Złote światło przebija się przez chmury. Mamy na zmianę co 5 minut śnieżyca, błękitne niebo, słońce, chmury. Na plaży spędzamy trochę ponad godzinę i wracamy do Reine.

14.03.2020 - POWRÓT

13go w Piątek otrzymujemy informację że prawdopodobnie wszystkie loty międzynarodowe, w tym nasz, zostaną odwołany w nocy z Soboty na Niedzielę. Planowo wracamy w Niedzielę 15go. Opracowuję plan awaryjny. Są 3; powrót promem przez Danię, lot do Sztokholmu i promem do Polski i trzeci do jednego z Krajów Bałtyckich. Szybka decyzja pakujemy się i łapiemy poranny prom do Bodø. Lofoty żegnają nas obłędnym wschodem słońca. Wschodzące niebo oświetla śnieżycę nad lądem. Jeszcze na promie na wszelki wypadek zaczynam realizację planu B (Dania zamknęła granice o 8mej rano, więc plan A upadł). Rezerwuję prom do Polski i lot przez Oslo do Sztokholmu. Trzy godziny później dopływamy do Bodø i udajemy się prosto na lotnisko. Dowiadujemy się ze nasz lot nie będzie odwołany i że odprawionych jest 190 pasażerów i żebyśmy się niczym nie martwili. Rezerwuję hotel w Bodø. Radisson wita nas odrobiną luksusu i możliwością odpoczynku. Cały czas monitoruję sytuację. Czarny scenariusz się spełnia i wieczorem lot do Polski zostaje odwołany. Całe szczęście jesteśmy na to gotowi. Nazajutrz rano udajemy się na lotnisko i o 11stej odlatujemy w kierunku Oslo. Lądujemy o czasie. Półtorej godziny później lecimy już do Sztokholmu. Docieramy do centrum i meldujemy się w hotelu. W Szwecji nastroje zupełnie inne. Wszędzie weseli ludzie bez maseczek. Generalnie nie widać groźby epidemii. Miła kolacja w Pizzerii i piwo w hotelowej restauracji kończą wieczór. Rano śniadanie i podróż pociągiem do Nynäshamn. Prom już czeka. Obiad w lokalnej restauracji i idzemy w kierunku portu. Po sprawdzeniu temperatury ciała każdego pasażera okrętujemy się na prom. Można odetchnąć. Płyniemy do Polski. 18 godzin później docieramy do Gdańska. Teraz szykujemy się na 14stodniową obowiązkową kwarantannę domową ... będzie czas obrobić zdjęcia z Lofotów 😉

Dzielna ekipa

W tym miejscu chciałem podziękować niezwykle dzielnej ekipie która mimo trudnej sytuacji dzielnie się trzymała. Mimo że powrót zajął nam ponad 3 dni nikt nie narzekał i nie panikował. Wszystkich udało się bezpiecznie sprowadzić w dobrych humorach i z niezapomnianymi przeżyciami.

Poniżej na zdjęciu cała ekipa, Mirka, Jaga, Marta, Zdzisław i Ja, na przełęczy nad plażą Kvalvika. Z taką ekipą to w ogień można iść!

Want to go with us? Fill ut the form below:

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *